Rozdział I
To był jeden z tych dni, które w ogóle nie powinny się zacząć. Obudziłam się z bólem głowy, zresztą jak co poniedziałek, więc nie to było w tym wszystkim najgorsze. Do tego bólu już dawno zdążyłam się przyzwyczaić i z czasem przestał być aż tak uciążliwy jak początkowo. Wystarczyło go ignorować. Za oknem wciąż kłębiły się stalowoszare chmury, przykrywające błękit nieba, ciężkie krople odbijały się rytmicznie od okien pustego dormitorium. Pustego?
- Cholera! Znowu zaspałam.
Dziesięć minut później biegłam już przez labirynt korytarzy do sali transmutacji. Przystanęłam na chwilę przed drzwiami klasy, żeby złapać oddech, słychać było zza nich jeszcze szmer przygotowujących się do lekcji uczniów i urywki cichych rozmów. Lekcja musiała się dopiero rozpocząć. Z pośpiechu nawet nie zdążyłam sprawdzić która jest godzina. Uchyliłam lekko drewniane drzwi próbując prześlizgnąć się niezauważenie do swojej ławki, już prawie byłam na miejscu…
- To twoje trzecie spóźnienie w ciągu ostatnich kilku dni panno Morgan- usłyszałam surowy ton profesor McGonagal- zostań na chwilę po lekcji. Nic nie odpowiedziałam, usiadłam zrezygnowana i w milczeniu zaczęłam wyciągać potrzebne podręczniki. Czy ona musi zawsze wszystko tak dokładnie zapamiętywać i widzieć? Lekcja dłużyła się dzisiaj wyjątkowo, zresztą nie ma się co dziwić, jak długo można opowiadać o animagach? Animag- człowiek, który potrafi zamienić się w zwierzę. Tyle. Kogo obchodzi kto w co zmienia, a raczej zamieniał bo większość z nich już dawno pożegnała się z życiem. Zanim McGonagal zdążyła zadać nam do napisania kolejne wypracowanie na ten temat zadzwonił upragniony dzwonek. Odczekałam chwilę, aż wszyscy wyjdą z klasy i podeszłam do biurka przy którym siedziała nauczycielka.
- Pani profesor chciała ze mną rozmawiać- rzuciłam obojętnym tonem.
- Owszem, to już jest trzeci raz kiedy spóźniasz się na moją lekcję w ciągu zaledwie 5 dni, wcześniej zawsze przychodziłaś punktualnie, co się zmieniło?
- To pewnie przez ten nowy budzik- odpowiedziałam sarkastycznie.
- Budzik?- McGonagal spojrzała na mnie z politowaniem- od jutra do końca tygodnia czekam na ciebie w tej Sali na godzinę przed rozpoczęciem zajęć i nie radzę się więcej spóźniać bo szlaban potrwa dłużej.
Zamknęłam oczy i odliczyłam w myślach do dziesięciu, żeby jej nie czego nie odpowiedzieć. Przynajmniej nie odjęła punktów Slytherinowi. Bez słowa odwróciłam się żeby wyjść.
- I minus 10 punktów za brak szacunku dla nauczyciela.
Świetnie. Przyspieszyłam kroku i wściekła trzasnęłam za sobą drzwiami klasy.
- Wredna, stara, pomarszczona wampi…ałłł
Poczułam jak na coś wpadam i zaczynam tracić równowagę.
- Nic Ci nie jest?- usłyszałam męski głos i poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramię, dzięki czemu udało mi się uniknąć upadku.
- Gdybyś uważał jak chodzisz nie musiałbyś zadawać tego głupiego pytania i czekać na odpowiedź- odpowiedziałam chłodno podnosząc jednocześnie wzrok, dopiero teraz dotarło do mnie kto przedemną stoi. Był to Olivier Wilson. Członek jednej z najbogatszych i „najczystszych” czarodziejskich rodzin, którą podejrzewano o bliskie stosunki z Czarnym Panem i aktywne śmierciożerstwo. W zeszłym roku połowa jego rodziny cudem uniknęła pobytu w Azkabanie, wszystkie gazety się o tym rozpisywały. W moim domu zawsze mówiono o nich z wielkim szacunkiem i podziwem, przecież był to jeden z nielicznych rodów w naszym świecie, który bez wahania mógł powiedzieć, że nigdy nie splamił się krwią szlam czy mugoli.
- To ty na mnie wpadłaś- jego głos tak doskonale do niego pasował. Chłodny i pozbawiony emocji
- Dobra, nie ważne- szybko odwróciłam się nawet na niego nie spoglądając i zaczęłam iść w drugą stronę.
- A może bym tak od ciebie chociaż jakieś „przepraszam” usłyszał?
Parsknęłam śmiechem. Chyba sobie żartuje. Zaledwie to pomyślałam, gdy poczułam jak drętwieją mi nogi i upadam na zimną, twardą posadzkę zamku prosto przed jakąś puchonkę. Zdziwiona dziewczyna podała mi rękę serdecznie się przy tym uśmiechając. Nie skorzystałam z jej pomocy. Nie miałam zamiaru dotykać kogoś kto jest dumny z bycia szlamą. Wstałam o własnych siłach, doskonale wiedziałam, że mój upadek nie był przypadkowy. Odwróciłam się, Wilson nadal stał w tym samym miejscu patrząc się na mnie z założonymi na piersi rękami. Jego arystokratyczną twarz wykrzywił złośliwy uśmiech.
- To twoja sprawka! Pożałujesz tego!- wykrzyknęłam podchodząc do niego.
- I co mi zrobisz?- odpowiedział nadal się uśmiechając- wszyscy doskonale wiedzą, że tylko dużo mówisz, a tak naprawdę niczego jeszcze nigdy nie dokonałaś. Uważasz się za kogoś ważnego i lepszego, a tak naprawdę jesteś po prostu zwykła. Niczym się nie wyróżniasz.
Na korytarzu z każda chwilą przybywało coraz to więcej uczniów. Z każdą chwilą dochodziły do mnie coraz to głośniejsze śmiechy i szepty. Wyciągnęłam z kieszeni różdżkę przykładając ją do jego szyi. Nie zareagował, nawet nie drgnął, żeby się bronić. Nadal uśmiechał się irytująco.
- Panno Morgan!- w naszą stronę biegła wściekła profesor McGonagal- natychmiast odłóż tą różdżkę! Jeden szlaban ci nie wystarczy?
- A-ale…- próbowałam się bronić. Bezskutecznie.
- Nie ma żadnego ale, nie jesteś tu nowa i doskonale wiesz, że bójki na terenie zamku są niedopuszczalne! Slytherin za twoją lekkomyślność traci właśnie 30 punktów, a ty masz kolejny szlaban, jestem pewna, że Filch ucieszy się jak mu powiem, że będzie miał pomocnika przy czyszczeniu sreber w sali pamięci. I schowaj wreszcie tą różdżkę. Rozejść się!
Byłam wściekła. W zaledwie jedno przedpołudnie straciłam 40 punktów i zarobiłam dwa szlabany. Tłum gapiów, który zebrał się na korytarzu zaczął powoli znikać, udało mi się wypatrzyć oddalającą się postać Oliviera, miałam ochotę do niego podbiec i wbić mu nóż w plecy. Cały czas słyszałam jego chłodny głos i to jedno zdanie. Kilka słów, a tak bardzo raniło. Po raz pierwszy zostałam upokorzona, poniżona, wyśmiana… Wszystko jedno jak to nazwać, bolało tak samo. Pierwszy raz ktoś mi powiedział to, czego nigdy do siebie nie dopuszczałam nawet w myślach- że jestem „zwykła”. Nie potrafiłam przestać o tym myśleć, powrócił ból głowy. W tej chwili nie pragnęłam niczego innego poza pokazaniem mu, że wcale nie jestem „zwykła”, gołosłowna. Nie obchodziło mnie to, że pochodzi z jednego z najszlachetniejszych rodów, że jest pewnie silniejszy i zna szereg zakazanych zaklęć. Nie to było w tym momencie najważniejsze. Z pewnością nie zamierzałam tego tak zostawić.
---------
Edit.
Wprowadziłam kilka zmian w końcówce tego rozdziału.
sandra 23/06/2009 10:53:36 [
Powrót]
Komentuj
Hmm..Wreszcie jakiś Potterowski ff.Ciekawie sie zaczyna,tyko ten szablon tak nic nie ukazuje.Jak weszłam to nie wiedziałam o czym jest, ale po przeczytaniu spodobało mi się.Oliver jest ciekawym bohaterem takich lubię.I ja równie z proszę o zmiane czcionki, moje oczy będą nadwyrezone heheh, żart.A tak naprawdę, ciekawe i mam nadzieję że w dalszych rozdziałach pojawią się moje ulub postacie.Pozdrawiam, zapraszam do mnie.
Ps.Informuj mnie o następnych rozdziałach.Pozdrawiam.
Narcyza Malfoy
Narcyza 26/06/2009 12:55:21
brak maila |
strona www IP: 83.20.66.100
Podobało mi się. Nawet bardzo. Dziewczyna ma ciekawy charakter, nie ukrywam, że właśnie takich bohaterów lubię. Oliver także niczego sobie.
I choć to Potterowski fanfick, a takich nie lubię, Twój czytało mi się lekko i przyjemnie. Cenię to, że stworzyłaś własne postaci; bo tylko nauczyciele będą "zapożyczeni", tak? No, Czarny Pan oczywiście też ;).
Pozdrawiam czekając z niecierpliwością na następny rozdział.
Melodi 26/06/2009 11:12:48
brak maila |
strona www IP: 83.4.141.81
Hej! Przede wszystkim proszę o zmianę koloru czcionki, aby przeczytać tekst musiałam go zaznaczyć. Jeśli mogłabyś zmienić kolor na nieco jaśniejszy, byłabym wdzięczna. Twoje opowiadanie pisane w formie pamiętnika bardzo mi się spodobało. Oliver miał szczęście, że jeszcze potrafisz się hamować. Mówię jeszcze, bo wątpię abyś długo wytrzymała... mając kogoś TAKIEGO w dormitorium. Ja na pewno użyłabym różdżki i wyrządziłabym mu wielką krzywdę ]:->. Czekam na ciąg dalszy, mam nadzieje, że w niedalekiej przyszłości pojawi się moja ulubiona postać z HP, a mianowicie profesor Severus Snape. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam.
PS.: Zapraszam do siebie, również piszę opowiadanie, lecz o zupełnie innej tematyce :)
nev-pirates-story 25/06/2009 23:08:47
brak maila |
strona www IP: *.*.*.*
A mnie się szablon podoba (to do komentarzy z poprzedniego rozdziału).
Widocznie zależy od gustu, ale lubię proste, mało skomplikowane szablony, w których wiem, co czytam. Zbędne obrazki tylko pogarszają mi perspektywę. Wolę sobie sama wyobrazić bohaterów i miejsce akcji niż być uzależniona od autora.
Bo już chyba wyrosłam z książeczek z obrazkami.
Co do opowiadania - podoba mi się, naprawdę. Ok - dopiero zaczynasz, ale już widać, że nie robisz tego 'z notki na notkę', ale masz już obmyśloną fabułę. Punkt za to dla Ciebie.
Błędów nie widziałam - kolejny plus.
Jeszcze to wrócę.
Pozdrawiam.
Shylin 24/06/2009 10:31:21
brak maila |
strona www IP: 83.31.111.242
Styl masz ciekawy, zachęcający czytelnika do dalszego czytania. Co do treści, pozostaję jednak nieco sceptyczna. Trudno mi wyczuć głębsze motywy postępowania bohaterki, jej myśli wydają się płytkie, a sama postać niedopracowana. I, do siedmiu hipogryfów, jaka dziewczyna zamierza się poważnie mścić tylko dlatego, że jakiś chłopak ją potrącił i nie przeprosił? To nie zakrawa na wielką zniewagę. Sytuacja co najmniej zabawna.
Ale dopiero zaczynasz, a wiadomo, że początki są najtrudniejsze (niestety, kiedyś zacząć trzeba). Widać, że piszesz dobrze, popracuj tylko nad treścią, bohaterami i fabułą.
Pozdrawiam i życzę weny!
hairo 23/06/2009 19:27:02
brak maila |
strona www IP: 87.250.169.1
Lay by koniucha only for this site!